Bursztynek bursztynek, czyli wczasy z prawem jazdy

 

Wakacje to zdecydowanie czas wzmożonego ruchu w szkołach nauki jazdy. Instruktorzy jakby mniej śpią, kolejki w WORD-ach wydłużają się, a właściciele szkół nauki jazdy odrabiają straty po jesienno-zimowo-wiosennych spadkach.

Wczasy z prawem jazdy

No cóż, szybki kurs nauki jazdy jest mniej więcej tym, czym jest gotowanie jajek w mikrofalówce. Na szybko. Każdy w miarę rozsądny wie, że wcześniej czy później taki pomysł kończy się źle.

Żeby nie było – doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że tzw przyśpieszone kursy nauki jazdy same w sobie złe nie są, bowiem zmieniona organizacja jazd, czy wykłady przeprowadzone w kilku parogodzinnych blokach dają możliwość zdecydowanego skrócenia czasu trwania kursu. Uważać należy na oferty „wczasowe”, których głównym zadaniem jest zrealizowanie kursu nauki jazdy w możliwie kuriozalnie krótkim terminie. Dlaczego?

  1. Nikt nie może założyć, że każdemu kursantowi wystarczy 30 godzin wykładów i 30 godzin jazd.
  2. Mając powyższe na uwadze ustawodawca uznał, że kurs nauki jazdy to minimum 30 godzin wykładów i minimum 30 godzin jazd. Dlaczego szkoły nauki jazdy dają 30 godzin? Żeby było taniej, chociaż są nauki jazdy, które w pakiecie oferują 32 godziny zajęć praktycznych.
  3. 30 godzin jazdy nie wystarcza niemal nikomu.
  4. Nauczenie zdania egzaminu a nauczenie jazdy to dwie biegunowo odmienne umiejętności. Skoro gołębie w czasach II wojny światowej nauczono sterować pociskami samonaprowadzającymi się, to dlaczego człowieka nie można nauczyć zdania egzaminu? Ale czy te nieszczęsne gołębie były świadome wykonywanych przez siebie czynności? No właśnie.
  5. Może i nauczysz się jeździć, może i zdasz w małym miasteczku, ale dzięki temu staniesz się kaleką komunikacyjnym potrafiącym odnaleźć się w warunkach „normalnego” ruchu drogowego. Eksperci uważają wręcz, że egzaminy na prawo jazdy w małych WORD-ach to wręcz skazywanie młodych ludzi na śmierć, a nowy ośrodek egzaminacyjny powstał nawet w Brzdżąchowie.

Umieć zdać egzamin, to tak jak podać facetowi przepis na sernik – i tak go nie upiecze, bo nie potrafi

Niestety – albo stety, egzamin na prawo jazdy nie polega na wykonaniu paru zadań z listy, to także a właściwie przede wszystkim ogólna ocena z jazdy, a przyszły kierowca – czego nie jest często świadomy – zbiera punkty na zaliczenie już od pierwszych minut egzaminu.  Egzamin w ruchu miejskim polega przecież na wykonaniu, zgodnie z przepisami ruchu drogowego i techniką kierowania pojazdem, w ruchu drogowym zadań egzaminacyjnych, które ustalone są w przepisach regulujących przebieg egzaminu. Same zadania to jednak nie wszystko, bowiem

Egzaminator zwraca szczególną uwagę na:

a) sposób wykonywania manewrów na drodze,

b) zachowanie wobec innych uczestników ruchu drogowego,

c) umiejętność oceny potencjalnych lub rzeczywistych zagrożeń na drodze,

d) skuteczność reagowania w przypadku powstania zagrożenia,

e) sposób używania mechanizmów sterowania pojazdem.

Problem z egzaminami polega w dużej mierze na tym, że osoby egzaminowane nie znają zasad egzaminu, kryteriów oceny, ba, nie znają nawet zadań egzaminacyjnych, a zdarza się, że niektórych nawet nie wykonywali.

No ale uwziął się. Wziął i nie zaliczył. Dlaczego więc ido, nie zdajo a później płaczo?

Jeśli nie masz czasu na kurs nauki jazdy – po prostu odpuść sobie. Poczytaj: Tak was w nauce jazdy kroją, a Wy jeszcze cieszycie się.

…a może rzucić wszystko i wyjechać nad morze..?

Psst… Wiesz, że testów na prawo jazdy możesz uczyć się nawet na plaży?

Czytaj też