Elektryki ładowane ze spalinowego generatora. Ekologia osiągnęła już rubikon absurdu czy jeszcze nie?

 

Z ekologią zaczyna być jak z biznesem po radziecku: Ukraść skrzynkę wódki, sprzedać za pół ceny, a pieniądze przepić.

Już wcześniej pialiśmy, że samochody elektryczne wcale nie są takie eko. Bo nie są eko wcale. Teraz mamy kolejne namacalne dowody. Fakt, że są kuriozalne jeszcze bardziej wzmacnia postawioną wyżej tezę.

Ktoś podpatrzył, że paryskie hulajnogi ładowane są ze spalinowego generatora. Głupia sprawa… Ale to nie wszytko, bowiem Stado Baranów doniosło o montażu „elektrycznego punktu ładowania autobusów”. Punkt ładowania jest agregatem diesla ustawionym w centrum miasta. Fuj…

 

Niemcy sięgnęli po stary sprawdzony sposób

Niemcy też pojechali. Tam diesel napędza agregat prądotwórczy służący do ładowania zwykłych „cywilnych” elektryków. I nie ma się co im dziwić – to mądry i zapobiegliwy naród, więc sięgnęli po jednostkę napędową sprawdzoną w łodziach podwodnych (tam diesle też przecież ładowały akumulatory), a te jak wiadomo zdziesiątkowały aliancką flotę podczas II wojny światowej.

Oglądając to wszystko strach pomyśleć co się stanie, jeśli do 2029 roku po polskich drogach będzie jeździć milion samochodów elektrycznych. Całkiem możliwe, że zginiemy w obłokach dymu z generatorów diesla oraz w oparach absurdu. Jest jednak spora szansa na to, że polski program elektryfikacji miast i wsi nie wypali.

Tajemniczy polski samochód elektryczny

Czytaj też