Epidemia może wiele zmienić w nauce jazdy. I dobrze

 

To, że pandemia COVID-19 wywoła kryzys gospodarczy jest więcej niż pewne, a każdy kryzys pozostawia po sobie niezatarty ślad. 

Musicie przyznać, że ogłoszenie przez WHO pandemii całkowicie zmieniło odmieniło życie na obszarach nią dotkniętymi. Bo czy ktoś z Was pamięta świecące pustą półki sklepowe? Albo zaliczanie następnego poziomu życia poprzez zdobycie kolejnej rolki papieru toaletowego? No właśnie. Większość z Was tego nie pamięta. 

Pandemia ma też swoje dobre strony – powoduje konieczność wdrażania nowych rozwiązań, które do tej pory nie znalazły powodu do ich stosowania.

Poczytaj też

Szkoły zamknięte przynajmniej przez miesiąc

Zamknięte placówki oświatowe mogą pozostać nieczynne przez co najmniej miesiąc. A więc przypuszczalnie ośrodki nauki jazdy także. To może nie mieścić się w głowie tym, którzy żartowali sobie z prognozy dotyczącej zawieszania szkolenia w naukach jazdy, czy zamykania ośrodków ruchu drogowego zanim epidemia w Polsce zaczęła się rozkręcać.

Część ośrodków szkolenia kierowców wypadnie z rynku

Nauki jazdy, które organizowały kursy nauki jazdy na zasadach piramidy finansowej do niedawna jeszcze kroczyły po kruchym lodzie. Dziś ten lód zaczął niepokojąco trzeszczeć.

Właściciele szkół nauki jazdy straty spowodowane przestojem będą musieli jakoś nadrobić, a to związane będzie z podwyżkami cen kursów nauki jazdy. Zresztą kursanci już dawno zaczęli kalkulować wiedząc, że tani kurs to często początek poważnych wydatków

Epidemia może być również kolejnym powodem do podniesienia cen egzaminów na prawo jazdy. O możliwości podniesienia cen egzaminów pisaliśmy jeszcze w grudniu ubiegłego roku. Podwyżki w WORD-ach to nie nowy temat, mówi się o tym od lat. Aktualnie obowiązujący cennik WORD nie zmienił się od 2006 roku. Od tego czasu znacząco wzrosły koszty przeprowadzania egzaminów, przy jednoczesnym ograniczeniu ich ilości w ciągu dnia. Teraz Ośrodki stanęły zupełnie.

Jedno jest niemal pewne: gdy wszystkie ręce zostaną dobrze umyte pandemia koronawirusa przyschnie – kurs nauki jazdy zacznie kosztować tyle, ile naprawdę jest wart.

Nauka jazdy to biznes wymykający się prawom ekonomii

E-kursy wcale nie są takie złe

Nikt do tej pory nie zauważał potencjału tkwiącego w e-kursach i mało kto znajdował ich zastosowanie w procesie nauczania. Teraz, gdy szkoły stanęły, nauczyciele zobligowani przez rząd do “stosowania nauczania zdalnego” pozostali bez narzędzi dydaktycznych umożliwiających jego realizowanie. Wysyłanie maili (z prywatnych skrzynek) z zadaniami wkrótce ma być zastąpione systemem e-learningowym pisanym na kolanie.

Wdrażanie e-kursów jest trochę jak popularyzacja uprawy ziemniaków. Nikt ich nie chciał i tylko mała grupa społeczeństwa była przekonana o ich walorach. Ale Niemcy podczas II wojny światowej doświadczalnie stwierdzili, że ziemniaki mają dokładnie tyle substancji pokarmowych ile potrzeba aby przeżyć.

Niemal dokładnie jak e-kursy.

Nikt nie mówi o tu o zupełnej rezygnacji z “wykładów”. Części tematów przewidzianych do zrealizowania w ramach szkolenia teoretycznego nie da się zastąpić e-kursem, ale główny ciężar części teoretycznej z powodzeniem można przesunąć na e-kurs

Dobrze przeprowadzonego wykładu nie da się zastąpić nawet najlepszym systemem e-learningowym, ale tu rodzi się problem. A właściwie nawet kilka:

  • ile szkół nauki jazdy prowadzi atrakcyjne dla słuchacza zajęcia teoretyczne?
  • ilu słuchaczy aktywnie uczestniczy w zajęciach teoretycznych, lub uczestniczy w nich w ogóle?
  • ile szkół prowadzi zajęcia teoretyczne “na sztukę”, po łebkach albo nie prowadzi ich wcale ograniczając się do rozdania testów na prawo jazdy, obojętnie w jakiej formie?
  • jak zmusić/zachęcić kursantów nauki jazdy do nauki teorii?

Wykorzystywanie w nauce jazdy metod nauczania zdalnego daje kursantom  możliwość realizowania kursu w domu, szkole czy autobusie, a szkołom nauki jazdy umożliwia często dotarcie do nich częścią teoretyczną kursu  w ogóle. I to bez bezpośredniego kontaktu z uczestnikiem kursu.

A może by tak zmusić do e-kursów?

Sprawę załatwiłoby wymuszenie przerobienie określonej partii materiału poprzez zaliczenie serii testów związanych z e-kursem. Zmusiłoby  kursantów do aktywnego uczestnictwa w części teoretycznej kursu z jednej, a instruktorów odciążyłoby w pracy, czy umożliwiłoby skierowanie ich do prowadzenia zajęć praktycznych z drugiej strony.

Nauczanie zdalne w nauce jazdy nie jest przecież żadną nowinką techniczną. To, że kursanci mają wybór pomiędzy kursem bez wykładów a kursem tradycyjnym niczego nie zmienia. Większa część kursów na prawo jazdy i tak realizowana jest tradycyjnymi metodami, a to trochę tak, jakbyśmy szkolenie praktyczne prowadzili na samochodach Warszawa ucząc hamowania pulsacyjnego, a na zajęciach teoretycznych prezentowali nowinkę techniczną, czyli przekrój poprzeczny silnika M20 – konstrukcji z początku XX wieku.

Część ośrodków już zaczyna kłaść nacisk na tzw kursy bez wykładów, a to daje im możliwość podtrzymania działalności firmy i utrzymania jej płynności finansowej.

W Polsce mamy internet. Serio! 

Koronawirus sprawił, że biura obsługi ośrodków nauki jazdy zmuszone zostały do korzystania z “alternatywnych” metod komunikacji ze swoim klientem. Ci, którzy fejsbuczka jeszcze nie mieli, szybko zaczęli zakładać branżowe fanpejdże oraz aktualizować strony www. I o ile Facebooka lekceważyć nie  należy, to trzeba brać pod uwagę życie bez niego – bo kiedyś może nastąpić odwrót od tej społecznościówki. Przy okazji zdradzimy Wam pewną tajemnicę – chociaż artykuły Ministerstwa cieszą się dużą popularnością na Facebooku to tylko 10-20% ruchu na stronie generuje Facebook. Reszta to… Google.

Wykorzystywanie teleinformatycznych kanałów komunikacji nie tylko odciąża BOK-i szkół, ale czasem stanowi jedyną metodę komunikacji.

Ile szkół nauki jazdy promuje płatności BLIK-em? Albo prowadziło elektroniczny kalendarz? Albo e-zapisy na kurs? 

O tym jak dobierać narzędzia do komunikacji z klientami dowiesz się tutaj.

Przez internet załatwisz wiele spraw związanych z kursem na prawo jazdy

Jeśli koronawirus nie doprowadzi do jakiejś e-rewolucji w naukach jazdy, to z całą pewnością uświadomi właścicielom szkół nauki jazdy sens i możliwości stosowania alternatywnych dziś narzędzi.

A może się mylę?

 

Czytaj też