Ido, nie zdajo a później płaczo. Dlaczego?

 

Egzamin na prawo jazdy oblewa w Polsce średnio ok 70 procent kursantów. NIK zasugerował wręcz, że ośrodki egzaminowania zmieniły się w maszynki do zarabiania kasy. 

Dlaczego tak wiele egzaminów na prawo jazdy kończy się niepowodzeniem?

Chory system?

Czy system egzaminowania kandydatów na kierowców jest zły? Na pewno doskonały nie jest i daleko mu do brytyjskiego czy niemieckiego modelu, jednak w porównaniu do rosyjskiego lub ukraińskiego – jest nawet doskonały. A może szkolić się lepiej z wykorzystaniem tego systemu, który jest?

Brak znajomości zasad egzaminu

Niestety – albo stety, egzamin na prawo jazdy nie polega na wykonaniu paru zadań z listy, to także a może przede wszystkim ogólna ocena z jazdy, a przyszły kierowca – czego nie jest świadomy – zbiera punkty na zaliczenie już od pierwszych minut egzaminu.  Egzamin w ruchu miejskim polega przecież na wykonaniu, zgodnie z przepisami ruchu drogowego i techniką kierowania pojazdem, w ruchu drogowym zadań egzaminacyjnych, które ustalone są w przepisach regulujących przebieg egzaminu. Same zadania to jednak nie wszystko, bowiem

Egzaminator zwraca szczególną uwagę na:

a) sposób wykonywania manewrów na drodze,

b) zachowanie wobec innych uczestników ruchu drogowego,

c) umiejętność oceny potencjalnych lub rzeczywistych zagrożeń na drodze,

d) skuteczność reagowania w przypadku powstania zagrożenia,

e) sposób używania mechanizmów sterowania pojazdem.

Problem z egzaminami polega w dużej mierze na tym, że osoby egzaminowane nie znają zasad egzaminu, kryteriów oceny, ba, nie znają nawet zadań egzaminacyjnych, a zdarza się, że niektórych nawet nie wykonywali.

No ale uwziął się. Wziął i nie zaliczył. Czepił się jednego skrzyżowania i tylko tam ze mną jeździł. A może nie wykonałeś poprawnie jednego z zadań egzaminacyjnych i właśnie na znanym ci skrzyżowaniu dawał Ci szansę na poprawienie się – nie chcąc ciągnąć Cię gdzieś w miasto?

Umiem – ale zdać nie mogę

Niestety wynik egzaminu czasem przesądza zdarzenie, do którego wystąpienia młody kierowca nie był przygotowany „bo na jazdach nie było”. I wcale nie mówimy tu o skrajnych sytuacjach drogowych, a o zwykłych zjawiskach atmosferycznych, ze skutkami których zdający egzamin nie potrafią się uporać.

Efekt? Deszcz na egzaminie potrafi kompletnie zdezorganizować myślenie zdającego – bo przecież trzeba włączyć wycieraczki, nadmuch na szybę, ogrzewanie tylnej szyby i lusterek, a jeśli lusterka ogrzewane nie są, to trzeba je powycierać. No ale instruktor powiedział że”tego na egzaminie nie ma”. No i masz.. Pech…

O czym on do mnie rozmawia?

Ustalmy – egzamin na prawo jazdy jest egzaminem państwowym, egzaminator urzędnikiem podległym Marszałkowi Województwa, język egzaminacyjny musi być więc poprawny językowo i technicznie, a przy tym jasny, klarowny i zrozumiały, więc egzaminator nie wyda komendy:

-Tam-ooo w lewo

-Gdzie??

-No tam-oooo na światłach

…albo nie powie „tam łoo było na nic”, tylko wyda polecenie zawierające definicje czy zwroty zgodne z prawem drogowym.

-Na skrzyżowaniu o ruchu kierowanym w lewo

-Na najbliższym skrzyżowaniu w lewo

Wprowadził mnie w błąd

Bo nic nie powiedział i wjechałem na zakaz. A w nauce jazdy jak instruktor nic nie mówił to jechało się na wprost.
Tak. Np wprost do rzeki – jeśli nic nie powiedział
Oczywiście wydanie komendy sprzecznej z zasadami ruchu drogowego nie jest dozwolone bowiem:
egzaminator przekazuje osobie egzaminowanej polecenia dotyczące kierunku jazdy lub wykonania określonego zadania egzaminacyjnego; polecenia te nie mogą być sprzeczne z obowiązującymi na drodze zasadami ruchu drogowego lub stwarzać możliwości zagrożenia jego bezpieczeństwa
Wszystko więc zależy od tego czy i jak zrozumiesz wydawaną przez niego komendę.
Przed wyjazdem do ruchy miejskiego egzaminator informuje Cię jak wydawane będą komendy dotyczące zmiany kierunku jazdy, a ty potwierdzasz, że rozumiesz to co przed chwilą zostało Ci przekazane. Jednym ze sposobów zmiany lub utrzymania kierunku jazdy jest… brak komendy – wówczas oczywiście należy kierować się wskazaniami znaków drogowych.
No a na wprost jest zakaz ruchu… Zrobił to specjalnie…

Egzaminatorzy posługują się trzema rodzajami komend do zmiany kierunku jazdy:

  1. Na skrzyżowaniu (na najbliższym skrzyżowaniu…) proszę skręcić w lewo. Z pozoru prosta komenda może spowodować odrobinkę zamieszania w warunkach stresu egzaminacyjnego. Skręcenie na stację paliw, do sklepu czy innego obiektu przydrożnego będzie błędem egzaminacyjnym, bowiem uliczka prowadząca tam w świetle przepisów kodeksu drogowego skrzyżowaniem nie jest. Skrzyżowania zazwyczaj poprzedzają znaki ustalające pierwszeństwo przejazdu, jeśli więc mijasz któryś z nich, możesz być pewien, że zbliżasz się do „najbliższego” skrzyżowania.
  2. Na najbliższym skrzyżowaniu pojedziemy w kierunku… I tu pada nazwa miejscowości czy osiedla. Słysząc taką komendę stosujemy się wskazaniami znaków informacyjnych.
  3. Brak komendy. Zdarza się, że egzaminator podczas zbliżania się do skrzyżowanie nie wyda żadnej komendy. To żadna pułapka egzaminacyjna – kierować się wówczas należy znakami zakazu i/lub nakazu określającymi kierunek jazdy przez skrzyżowanie. Pamiętaj, że zignorowanie znaku zakaz wjazdu czy nakaz jazdy w określonym kierunku może być przyczyną przerwania egzaminu na prawo jazdy.

Przecież jeśli czegoś nie zrozumiesz – masz prawo do zapytania egzaminatora. Egzamin na prawo jazdy to nie sprawdzian ze słuchu i możesz czegoś zwyczajnie nie dosłyszeć albo nie zrozumieć.

Testy na prawo jazdy

Bo były jakieś głupie pytania.

Nie ma głupich pytań. Są jedynie głupie odpowiedzi, a aby udzielić właściwych należy:

  1. Znać odrobinkę teorię
  2. Poznać całą bazę
  3. Czytać dokładnie pytania
  4. …ze zrozumieniem

Niestety wielu z przyszłych kierowców postanowiło uczyć się tylko testów na prawo jazdy i tylko trybem egzaminu. Efekt? Rozwiązanych 200 testów i poznana zaledwie (to optymistyczna wersja) połowa pytań.

Dali ci złą płytkę? Zdamyto nie ma wszystkich pytań bo na egaminie były inne? A próbowałeś zajrzeć do trybu nauki? Większość osób które po przerobieniu kilkudziesięciu testów zajrzało do trybu nauki działami używa słowa którego wolelibyśmy tu nie napisać, a które uważane jest za wulgarne (zaczyna się na „k”).

Jak działa „egzamin”?

Zabierz kostkę do gry młodszej siostrze i wyrzuć 10 razy szóstkę. No właśnie. To tak właśnie działa. System losuje 32 pytania z puli około 2 tysięcy.

Dziękuję. A teraz oddaj kostkę.

…ale ja robię testy na prawo jazdy i tylko czasem mam 67 punktów. Generalnie to zaliczam.

Mhm…

Jazdy? No przecież zapłacone więc nic nie tracę

Panuje jakieś dziwne przekonanie, że niestawienie się na zaplanowaną jazdę to jak zaspanie na ćwiczenia z chemii organicznej: można odrobić z inną grupą. Niestety -tak to nie działa. Część towarzystwa nie stawia się na jazdach „bo im się nie chciało”, „bo byli zmęczeni”, „bo zapomnieli” bo im chomik zdechł

Przecież i tak zapłacone przecież, więc nic nie przepada.

Za pierwszym razem może i nie przepada, ale rozsądnie myślący i chłodno kalkulujący OSK za drugim razem nieodbytą jazdę zaliczy tak, jakby została przeprowadzona. Przecież instruktor ma zapłacone,a zamiast jeździć dłubie z nudów palcem w nosie, auto nie zarabia, a z długiej kolejki osób oczekujących na jazdy nie ubyła żadna osoba – bo kto stawi się do OSK w ciągu 10 minut.

Więc z 30 godzin do wyjeżdżenia zostało 28.

„Przed egzaminem zostawię sobie 6 godzin. Albo 8”

To pomysły kursantów realizowane (niestety) przez ośrodki szkolenia. Praktyką bywa kończenie szkolenia przed wyjeżdżeniem programowej ilości godzin i oczywiście przed zdaniem egzaminów wewnętrznych. Takie działanie nie dość, że jest niezgodne z zasadami szkolenia to jeszcze… szkodzi zarówno nauce jazdy jak i kursantowi.

Przypominamy, że kurs nauki jazdy to:

  • minimum 30 godzin szkolenia teoretycznego
  • minimum 30 godzin szkolenia praktycznego
  • egzaminy wewnętrzne: praktyczny i teoretyczny

Prawda niestety jest taka, że w przeważającej większości przypadków 30 godzin jazd to zdecydowanie za mało, aby przygotować przyszłego kandydata na kierowcę do egzaminu praktycznego.

Niestety kursanci często naciskają kierowników ośrodka na wcześniejszą możliwość dopuszczenia do egzaminu państwowego a ci zgodnie z zasadą „nasz klient nasz pan” uginają się pod tym naciskiem.

Niestety kursanci nie mają zielonego pojęcia, że wcześniejsze zakończenie szkolenia to także… poświadczanie nieprawdy w dokumentacji ośrodka – bo przecież trzeba podpisać w kartach jazd, że odbyło się jazdy które jeszcze nie miały miejsca.

Pułapki

Żeby to tylko pułapki. To prawdziwe wilcze doły zastawiane przez samych siebie-na siebie. Przeświadczenie o własnych umiejętnościach, zapłacony i odbyty kurs nauki jazdy powinien gwarantować sukces. „Przecież instruktor powiedział, że jak jestem obok tej studzienki to mam zmieniać pas”, ale to po prostu brak samodzielności i… myślenia. Niewłaściwe rozplanowanie zmiany pasa ruchu (albo w ogóle brak rozplanowania), kurczowe trzymanie się prawego pasa, strach nie-wiedzieć-czemu przed jazdą lewym pasem czy zajęcie nie-wiadomo-po-co prawego pasa, są często strzałem między oczy (bo w kolano to pół biedy), czy wilczym dołem, z którego nie można się już wydostać.

Inny przykład to jazda za autobusem na odległość równą szerokości ławki w sali wykładowej. Skoro to autobus, to raczej zatrzyma się na przystanku, zrządzeniem paskudnego losu czasem jest to, że przystanek autobusowy znajduje się w obrębie pasa ruchu. Autobus staje, Ty za nim, a mała odległość od niego sprawia, że nie jesteś w stanie go ominąć – bo nie widać przestrzeni przed autobusem i jakoś w ogóle jest tak niewygodnie wykonać jakikolwiek manewr, bo przewidujący kierowcy pas ruchu zmienili już dawno i teraz to ty jesteś omijanym zamiast omijającym.

Więc jedyne co możesz zrobić to udać gadaczkę w autobusie:

„Następny przystanek Partyzantów. Matko, pamiętaj – dziecko twój skarb”

Albo choćby zmiana pasa ruchu. Szybka kontrola sytuacji w lusterkach (brawo!) – sytuacja jasna, można zmienić pas, więc kierunkowskaz, noga z gazu iiii wczołłłłłguuuujeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeemy sięęę na paaaas… Tylko wtedy pojazd, który w lusterku był daleko, nagle staje się niebezpiecznie blisko. I hamuje. Albo ucieka na sąsiedni pas. A to oznacza wymuszenie pierwszeństwa i… koniec egzaminu. A wystarczyło nie puszczać gazu, albo wręcz go dodać. Wilczy dół i w dodatku wypełniony wodą.

Niestety często bywa też tak, że egzamin zdajo… Ale nie jeżdżo… Bo się bojo… Czemu? Bo nauczyli się zdać egzamin i nic więcej.

Czytaj też

  • krytyk1

    Ale wy jesteście podli. W ogóle w tym artykule nie tykacie się rzeczywistości i o podłym zachowaniu egzaminatorów w ogóle nie piszecie. Egzaminowany nie może nic zrobić na egzaminie, bo każde jego zachowanie jest klasyfikowane jako błąd. Niedługo jednak to eldorado się skończy, przestaniecie się uwłaszczać na ludzkiej krzywdzie. Większość tych egzaminatorów nadaje się tylko do zamiatania ulic- choć chyba jest to przesadą, bo uwłacza zamiatającym ulice. Po reformie w przyszłym roku będziecie to robić.

    • instruktor

      Obawiam się, że nie wiesz o czym piszesz 🙂

    • Teresa

      ee no jasne. Bo egzaminatorzy sie czepiają, WORDY zarabiaja na biednych kursantach a w nauce jazdy chca niewiadomo czego. Place i wymagam! Place egzamin i mam go zdać? Wez sie czlowieku puknij w glowe.
      Nauki jazdy czesto zajmuja sie wylacznie liczeniem kasy a nie uczeniem jedzic- nie mowie juz o przygotowaniu do egzaminu. Nieswiadomy i niedouczony kursant idzie na egzamin i spotyka go zaskoczenie- jak to? To tak wyglada egzamin???
      Niestety jestem po takiej durnej szkolce w ktorej niewiele mnie nauczyli i tak naprawde nauczylam sie wszystkiego na jazdach dodatkowych dopiero.

  • OSK

    Pracuję w OSK i całkowicie zgadzam się z tym artykułem.Wszystkie problemy i bolączki opisane są faktem, mówię o egzaminie i procederach typu , zostawię sobie 5 godzin przed egzaminem, nasza szkoła tego nie robiła i nie robi i kursanci, Ci mniej rozsądni, mają nam to za złe…
    Ciągle słyszę na egzaminie wewnętrznym teoretycznym , ale głupie te pytania, bezsensu, komputer oszukuje…..
    A po egzaminie w WORD on się na mnie uwziął, chciał mnie oblać i robił wszystko, żeby mnie uwalić….
    Normalnie ręce opadają.

  • Tommy Oliwiger

    Jeden z lepszych artykułów na tej stronie