Musisz je mieć. Albo i nie. Samochody, które potrafią wstrząsnąć duszą

 

No dobra. Kiedyś przyjdzie pora na wybór tego pierwszego samochodu. Część z Was ma to już za sobą. Więc jaki jest Twój typ?

No dobra. Pozwolę sobie na małą prywatę. To kilka z samochodów, które miałem okazję eksploatować. Kilka – bo tylko te najbardziej charakterystyczne – z różnych względów. Ale miło będzie, jeśli Ty opiszesz swoje w komentarzu pod artykułem.

Cinquecento 0,7

Nie śmiać się! Po kilku latach spędzonych w fiacie 126p kolor piasek pustyni to było COŚ. Tak, wówczas właśnie poczułem się jak pełnoprawny użytkownik dróg. To nic, że silnik był cienki, słabo znosił instalację gazową (tak, zagazowałem go!), a wyprzedzanie TIR-a dawało mniej więcej taki zastrzyk adrenaliny, co skok na bungee, ale ta ogromna szyba, przełączniki jak w promie kosmicznym (przypominam, że przesiadłem się z malucha) dawały wrażenie nieskończonego luksusu. To zupełnie tak jakbyś chodząc w dzinach nagle wskoczył w 501.

Fiat Multipla 1,9 JTD

Tak, możecie zacząć hejtować. Mój kolega jeszcze za czasów studenckich powiedział „ty… widziałeś jaki on poj***ny w środku?” To auto wzbudza albo miłość albo nienawiść, z tym, że to pierwsze pojawia się po przejażdżce. To był jedyny samochód, któremu… robiłem zdjęcia, czyściłem, pucowałem jak żaden inny. Nawet należałem do Klubu!

To auto z zespołem Downa i dieslem JTD Fiata nie do zarżnięcia dawał ogromną frajdę z jazdy. Naprawdę. Liczniki na środku, dźwignia zmiany biegów wysoko w konsoli, a dookoła Ciebie szkło i przestrzeń. Te głupie światła wysoko na podszybiu to drogowe. Jakoś tak się składa, że znajdują się na wysokości oczu kierowców osobówek nadjeżdżających z naprzeciwka. Gdy nie zmienisz na mijania – wszyscy zatrzymują się, bo celujesz im prosto w ślepia, gdy ktoś nie zmieni na mijania- szybciutko sprowadzasz go do parteru.

Mój mechanik powiedział, że Multiplę projektował projektant kombajnów zbożowych. Nieprawda. Tam wszystko zrobiono z myślą o ergonomii. Nawet lusterka wsteczne ma jak Scania – podczas cofania w tym małym śmiesznym lustereczku widzisz biedronkę spacerującą po krawężniku. Tak -krawężniku. Od tego te lusterka są. Abyś mógł precyzyjnie parkować.

I jeszcze jedno – to jedyny samochód, którego kierowcy pozdrawiają się podczas wymijania się.  Uwierz mi – Multipla to wspaniały samochód z duszą. Przejedź się nim, a jestem pewien, że zmienisz zdanie.

Mitsubishi Space Star 1,9 DID

Ten cholerny bezpłciowy, bezduszny kundel nigdy mnie nie zawiódł. To japoński samochód montowany w Holandii z podzespołów, które akurat były pod ręką – silnik (w moim przypadku R4 1.9 DI-D 102 KM) z Renault, jakieś podzespoły z Volvo V40 i cholera wie co jeszcze. Samochód bezbrzeżnie nudny, kanciasty w środku, bez wyrazu, nie potrafiący oprzeć się rdzy, ale – przysięgam – nigdy mnie nie zawiódł.

Fiat Grande Punto 1,4

Nienawidzę go. Nie dlatego, że jest jakiś obleśny. Żona Clarksona powiedziała o nim „Jest słodki”, prawdę mówiąc, to widząc go na plakatach mówiłem – „Chcę go mieć”, ale później.. No cóż. Ten złośliwy, parszywy fałszywiec potrafi zepsuć się w najmniej oczekiwanej chwili. Gdy już nie ma co się psuć, to psują się nawet osłonki przeciwsłoneczne. Już nie mówię i padających alternatorach – wybaczam. On ma w sobie coś tak prostackiego i wrednego, że aż trzęsie mną ze złości, gdy pomyślę sobie o konieczności jazdy nim.

Być może on wie o mojej antypatii w stosunku do niego, i z tego właśnie powodu kiedyś próbował samobójstwa wzniecając pożar w komorze silnika. Do dziś nie wiem po jaką cholerę wywaliłem na niego 2 kg środka gaśniczego.

Nienawidzę cię draniu.

Fiat Siena 1,6 16V

Te wariackie silniki były bardzo popularne i całkiem niezłe, dopóki do głosu nie doszli Zieloni. Z perspektywy czasu patrząc wiem, że jeśli przyśpieszałyby samochody odrobinkę szybciej, to całkiem możliwe, że przenosiłyby nas w czasie, zupełnie jak DeLorean DMC-12 z powrotu do przyszłości.

A samochód? Pomińmy. Kupiłem go dla silnika, ale to był jedyny samochód z tak wygodnymi fotelami kanapowymi.

Mały penis? Wieśniak? czy Jądra? Czyli co wybrać na pierwszy samochód?

A w nauce jazdy?

Opel Corsa najczęściej służył z silnikiem 1,0. Corsa dla nauk jazdy była mniej więcej tym, czym czołg T-34 dla Armii Czerwonej. Niepozorne autko było niezwykle wytrzymałe, a trzeba dodać, że w naukach jazdy pracowało jeszcze wtedy, gdy ogromną część zadań egzaminacyjnych wykonywało się na placu manewrowym ośrodka. Efekt był taki, że latem instruktorzy nauki jazdy po 15 godzinach jazdy TYLKO PO PLACU mogli na masce auta smażyć jajecznicę na bekonie – to nic, że lekko zalatywała sprzęgłem, skoro wytrzymywało ono po 100 tyś km.

To nic, że Corsa była brzydka, smutna, mało dynamiczna i jakaś taka niemiecko-obrzydliwie-praktyczna. To nic, że pasażerowie z tyłu mieli do swojej dyspozycji niewiele więcej miejsca niż w łonie matki. To nic, że dynamika wystarczała do wyprzedzania co najwyżej ciągników rolniczych i  rowerzystów. Ale te samochody spełniały swoje podstawowe zadanie. Jeździły i szkoliły, a sprzęgła nie były wykonane z tych samych materiałów co wiatraczki dziecięce, jak ma to miejsce w dzisiejszych np Baleno. Corsie po prostu nie drgnęła powieka, gdy w ciągu dnia była zarzynana na placu manewrowym przez kilku kursantów w ciągu kilkunastu godzin dziennie.

Renault Clio nie cieszyły się dobrą opinią. Słabe silniki, kiepskie wyniki spalania i… komfort pracy instruktora sprawiły, że samochód oceniany był bardzo negatywnie. Zły obraz dopełniają trzeszczące plastiki, wysokie koszty napraw (np cewek wysokiego napięcia, producent zdecydował się bowiem na zastosowanie oddzielnej cewki dla każdej ze świec zapłonowych). Ciekawostką konstrukcyjną jest sposób montowania reflektorów utrudniający do granic absurdu wymianę żarówek.

Suzuki Swift jego era dobiega pomału końca, jeśli weźmiemy pod uwagę eksploatacje tych pojazdów w WORD-ach i szkołach nauki jazdy. Pojazd okazał się zaskakująco dobrze wykonany wewnątrz i nieźle wyposażony. Statystyki awaryjności psują-podobnie jak w przypadku Fiata GP – usterki alternatora, czy mało wytrzymałe (nawet jak na naukę jazdy) sprzęgła. Sprawę wadliwych alternatorów załatwiały… osłony silnika. Mało ważna z puntu widzenia szkół nauki jazdy informacja dotyczy wielkości bagażnika – jego gabaryty w zupełności wystarczały do pomieszczenia plafonu z eLką ;).

KIA Rio to nowy pomysł niektórych ośrodków egzaminowania. Pierwszy był Kraków i to jeszcze wybrali nietypowy model z silnikiem diesla o pojemności 1.1 ccm. Nie trzeba było długo czekać na pierwsze poważne awarie silnika związane z zapychającym się filtrem DPF na skutek jazdy miejskiej. W kilku szkołach jazdy zatarły się silniki już przy przebiegu 40 tys. km. Nie lepiej wypadają benzynowe silniki 1.2, gdzie powszechną usterką jest zerwanie cięgien linkowych w skrzyni biegów i najczęściej zostajesz na 2 biegu – na środku skrzyżowania. No ale,  7 lat …holowania gratis – pod warunkiem, że kupisz w salonie.
Obecnie producent zaprezentował najnowszą już 4 generację RIO i pomimo, że nie ma ich jeszcze we wszystkich salonach, a czas oczekiwania na zamówiony to nawet 6-9 miesięcy … już pojawiły się jako egzaminacyjne na północy Polski.

Jak wybrać pierwszy samochód?

Suzuki Baleno okazał się tak doskonałym i wyjątkowym pojazdem, że niektóre WORD-y wybrały go na pojazd egzaminacyjny jeszcze zanim został wyprodukowany. Baleno wygrywało przetargi jeszcze zanim ruszyła jego produkcja! Taki stan rzeczy sprawił, że szkoły nauki jazdy nie mogły zamówić na czas nowych samochodów. Tylko po co mieliby je zamawiać, skoro samochód tak naprawdę niewiele różni się od swojego starszego brata -Swifta. Tylko jest gorszy. O wiele gorszy. Zalety – większy bagażnik, mieszczą się tam bowiem dwa plafony z eLką, co jest zupełnie bez sensu bo do szkolenia wystarczy w zupełności jeden.

Ciekawostką konstrukcyjną jest to, że producent nawiązuje przy tym modelu do płynnego metalu (czy jakoś tak). Do dziś nikt nie wie co to oznacza.

Baleno ma jeszcze jedną ciekawą właściwość. Otóż nawet przy niewielkim uderzeniu auto łamie się na pół, a jeśli ktoś miał farta i podłoga wytrzymała to rdza i tak wyżera go doszczętnie w miejscu uderzenia w tempie błyskawicy, a wykwity rdzy wiją się po karoserii Baleno niczym winorośl po ścianie domu Twojego dziadka. Wkrótce Baleno znika zupełnie zamieniając się całe w szufelkę tlenku żelaza, a to naprawdę ciekawe zjawisko jak na tonę taniego plastiku.

Wady? Wszystko to, co konstruktorzy mogli skiepścić w Swifcie ale bardzo podobało się księgowym koncernu. Popsuto nawet zestaw audio, który w poczciwym Swifcie brzmi o lata świetlne lepiej niż w Baleno.

Niewiele brakowało, a Suzuki utraciłoby kilku kierowców testowych. Plotka głosi, że na wieść o wybuchu afery związanej z manipulowaniem przy wynikach spalania chcieli oni popełnić rytualne sepuku. Odeszli jednak od tego zamiaru gdy dyrekcja przekonała ich i klientów koncernu, że „nie nie mieli zamiaru nikogo oszukiwać”.

A jakie są Wasze typy? Piszcie w komentarzach

Czytaj też