Koronawirus w nauce jazdy pokazał ułomność organizacji całej branży

 

Właściciele szkół nauki jazdy biegają jak kurczaki z poobcinanymi głowami. Część z nich L-ki chce odpalić już w poniedziałek 20 kwietnia, inni czekają na lepsze, bezpieczniejsze czasy. Reszta nie wie czy, kiedy i na jakich zasadach przywrócić szkolenie. Jednym, drugim i trzecim trudno się dziwić. Cała branża OSK może wybierać pomiędzy bankructwem, a ryzykiem zakażenia się koronawirusem. A to trochę tak, jakby wybierać między kiłą a rzeżączką.

Szkół nauki jazdy nikt tak naprawdę nie reprezentuje

Epidemia koronawirusa obnażyła ułomność całej branży. Wprawdzie mamy jakieś tam stowarzyszenia, rzeczników i inne ciała, ale te błękitne ptaki dobre są jedynie wtedy, kiedy można błysnąć w szkiełku obiektywu, pogadać o niczym, czy odebrać kolejny order.

E-kursy? Jakie e-kursy?

Zagrożenie epidemiologiczne spowodowało, że nagle dostrzeżono metody nauczania zdalnego. E-lekcje mieli prowadzić nauczyciele, a szkołom nauki jazdy otworzyła się możliwość szerokiego jak Atlantyk (wymuszonego) stosowania e-kursów. Ale nie czarujmy się, do prowadzenia e-lekcji nie był przygotowany nikt – ani nauczyciele, ani uczniowie, ani rodzice. W branży nauki jazdy jest jeszcze gorzej. Okazało się bowiem, że część wydziałów komunikacji sprawujących nadzór nad OSK ma problem z interpretacją Art. 23. ust. 4a. ustawy o kierujących pojazdami, czy w ogóle nie potrafi pojąć idei tej formy nauczania bo nie wiedzą jak interpretować cały artykuł 23. Więc e-kursy są, bo są. 

Kolejnym problemem jest to, że metody nauczania zdalnego – o ile mają błogosławieństwo wydziałów komunikacji – mogą stosować jedynie te ośrodki, które mają rzutniki multimedialne i wydzielone biura, czyli tzw “super OSK”. Nie wiedzieć czemu tylko tam można prowadzić e-kursy, a resort infrastruktury  – znowu nie wiedzieć czemu – sprzeciwia się powszechnemu stosowaniu tej formy nauczania przez wszystkie OS-y. Bo powszechne wykorzystanie e-kursów może “bardziej zaszkodzić niż pomóc” – jak czytamy w odpowiedzi resortu na zapytania Fundacji Zapobieganie Wypadkom Drogowym dotyczącego właśnie możliwości stosowania e-kursów przez wszystkie ośrodki szkolenia kierowców. Zresztą, problemu w tym obszarze i tak nie ma, bo WORD-y stoją, a lekarze orzecznicy nie wykonują badań-tak z tego pisma wynika.

Wychodzi więc na to, że samodzielne przygotowywanie się do egzaminu teoretycznego (czytaj klepanie testów na prawo jazdy przez kursantów) jest bezpieczniejsze od udostępnienia im platformy e-learningowej.

Nikt tak naprawdę nie pochylił się nad problemem szkół nauki jazdy. W przeciwieństwie do Czech, w Polsce nie zakazano prowadzenia szkół nauki jazdy – to pozornie dobrze, ale – znowu w przeciwieństwie do Czech –  nikt oficjalnie nie dał OS-om zielonego światła do rozpoczęcia szkolenia. A to źle. 

Właściciele ośrodków szkolenia kierowców nie wiedzą tak naprawdę, czy można już rozpocząć szkolenie, kiedy można je podjąć ani jakie środki ostrożności powinny być w naukach jazdy przedsięwzięte w związku z koronawirusem. 

W połowie marca, zanim epidemia rozkręciła się na dobre rząd opublikował wytyczne dla obiektów handlowych i usługowych (które nawiasem mówiąc proponowaliśmy wdrażać w OSK). Dla nas nie pojawiły się żadne wytyczne. Trudno za to winić nasz rząd. Nikt zdaje się nie zaproponował opracowania jakiś zasad dla nauk jazdy. A mógł to zrobić jedynie ktoś z branży. Jest nas za mało, czy jesteśmy tak zdezorganizowanie, że nie mamy własnego czynnika sprawczego? 

Nauki jazdy postąpiły odpowiedzialnie

Jak już zostało powiedziane wcześniej przeprowadzania szkoleń nikt nam wprost nie zabronił. To szeregowi właściciele OS-ów (ci odpowiedzialni) z własnej inicjatywy przerwali szkolenie w podległych im ośrodkach, w trosce o zdrowie zarówno pracowników jak i swoich klientów. Elki stanęły więc zanim wprowadzono jakiekolwiek koronawirusowe obostrzenia i ograniczenia.

Bądźcie ostrożni

Część OS-ów chce wystartować już w najbliższy poniedziałek 20 kwietnia. Warszawski WORD zapowiedział wprowadzenie pierwszego etapu przywrócenia działalności w tym przeprowadzanie egzaminów na prawo jazdy. Trzeba jednak pamiętać, że luzowanie obostrzeń nie oznacza, iż zagrożenie koronawirusem mija. Nadal trzeba zachowywać środki ostrożności, wciąż przecież mamy epidemię. 

Liczę na to, że właściciele szkół nauki jazdy postąpią równie roztropnie i odpowiedzialnie wznawiając szkolenia, jak wtedy, gdy je przerywali.

Procedury

Nikt ich dla nas nie przygotował. Zrobiliśmy to sami konsultując poszczególne rozwiązania z właścicielami ośrodków szkolenia kierowców i instruktorami. Rozwiązania może nie są idealne, ale opracowując je staraliśmy się pomyśleć o wszystkim.

Koronawirus: podstawowe działania zapobiegawcze dla kursantów, instruktorów i właścicieli OSK

Szczególne podziękowania dla Rafała Auto-Holika z Lublina za opracowanie procedur przeprowadzania jazd.

Spadła sprzedaż aut. Czy koronawirus sprawi, że samochód kupimy taniej?

 

Czytaj też