Nauka jazdy to biznes wymykający się prawom ekonomii

 

Gdyby nauka jazdy była psem, z całą pewnością uganiałaby się za własnym ogonem. Ale akurat nie to jest najgroźniejsze. Coraz więcej psów bezmyślnie wbiega na ulicę ginąc pod kołami nadjeżdżających pojazdów. Tylko, że nauka jazdy psem nie jest, ale branża zaczyna podejmować coraz dziwniejsze kroki prowadzące do samounicestwienia.

testy na prawo jazdy

Biznes nauki jazdy lewituje gdzieś pomiędzy nonsensem a szaleństwem

Tego, co dzieje się z cenami kursów na prawo jazdy nie da się objąć podstawowymi prawami ekonomicznymi. To głównie paradoksy. W tym artykule podarujemy Wam takich oczywistości jak to, że przez lata wszystko podrożało, naukom jazdy doszły dodatkowe koszty, a kursy… potaniały.

500+

Niezależnie od tego ile złego można o tym programie powiedzieć, to to co zrobił dobrze to pobudził konsumpcję. A to w prostej linii doprowadziło do wzrostu cen. Biznes w tym zakresie poczuli niemal wszyscy – od producentów sera żółtego, poprzez lokalną piekarnię po producentów 52-calowych telewizorów. Jednym słowem na rynku nagle pojawiło się więcej kasy, którą różne biznesy chciały zebrać jak śmietankę. Niestety, nauki jazdy tego nie dostrzegły.

Nie ma kto szkolić

Są nauki jazdy, które połowę floty swoich samochodów wyłącza z eksploatacji tylko dlatego, że brakuje im instruktorów nauki jazdy. Efekt jest łatwy do przewidzenia – wykombinujcie sobie sami.

Ratunkiem bywa organizowanie darmowych kursów dla instruktorów w zamian za…. podpisanie kilkuletnich cyrografów na pracę w OSK sponsora takiego szkolenia. Chętnych podobno nie brakuje.

Szkoły z najdroższymi kursami mają się dobrze

…a tym z najtańszymi coraz trudniej.

Obniżanie cen kursów to najgorszy z możliwych sposób walki z konkurencją, a przy tym to miecz obusieczny. Wcześniej czy później takie działanie obróci się przeciwko samej szkole nauki jazdy: oszczędności na czym się da, kiepskie płace dla instruktorów i słaba jakość ich pracy- no bo któż chciałby pracować w kołchozie za powiedzmy kilka-kilkanaście zł za godzinę?

A ile właściwie zarabiają instruktorzy? Sprawdź.

Na szczęście coś zaczyna się zmieniać. Nie są to zmiany lawinowe, ale zawsze coś. Część szkół uznała, że ich klienci przestają szukać najtańszych na ryku ofert, a usług o podwyższonym standardzie i nie mówimy tu jedynie o miłej i pachnącej pani w biurze czy o wiklinowych zestawach wypoczynkowych w poczekalni OSK, czy rozdawaniu kubków, a o realnych działaniach dającym kursantowi naprawdę coś więcej niż „kursik na prawo jazdy”.

Część szkół nauki jazdy przestała narzekać na niskie ceny poszerzając lub uatrakcyjniając swoją ofertę dając możliwość zdawania egzaminu na prawo jazdy z wykorzystaniem własnych (tzn OSK) pojazdów, rezygnując z archaicznych płytek i książek (których i tak mało kto czytał) na rzecz nowoczesnych materiałów elektronicznych jakie daje np zdamyto.com. Tą drogą poszli ostatnio Auto-Holik,  Lipski oraz Turbo Jazda Tadeusz. Dragon z Rzeszowa postanowił zaś dawać swoim kursantom w pakiecie możliwość odbycia jazd próbnych na placu WORD – bez dodatkowych kosztów.

Rewolucja w nauce jazdy? Żadna rewolucja

Wielcy tego świata biznesu już dawno spostrzegli, że kanapka z popierdółką sprzedaje się lepiej niż zwykła kanapka, a czekolada w kształcie jajka z chińskim szmelcem w środku jest bardziej kusząca niż zwykły i tańszy batonik. Dziś już nawet woda i jogurt sprzedaje się z „niespodzianką”, nie mówiąc już o tym, że na rynku pojawił się nowy proszek-„zapachowy”.  To wszystko pozwala nie przenieść się na tamten świat – świat bankrutów.

A w nauce jazdy? No cóż. Przyjęło się sądzić, że są kursy tańsze i droższe. I pewnie te tańsze są lepsze. A niestety jest dokładnie odwrotnie.

Czytaj też