Własne pojazdy egzaminacyjne?

auto-egzaminacyjne
 

Pojawienie się nowych pojazdów egzaminacyjnych powoduje rumieńce podniecenia wśród pracowników WORD i zimne poty u właścicieli szkół nauki jazdy. Ale przecież nikt nie jest skazany na kupowanie pojazdów szkoleniowych – takich samych jak te, które jeżdżą w WORD.

Dzisiejsze uregulowania prawne dają możliwość przeprowadzania egzaminów na prawo jazdy z wykorzystaniem pojazdów OSK. Niewiele ośrodków korzysta z tego przywileju, na szczęście jednak ilość pojazdów przystosowanych do przeprowadzania egzaminów na prawo jazdy pomału rośnie. W dalszej części artykułu przekonamy Was, że warto przystosowywać swoje pojazdy na potrzeby egzaminu a kursantom wybierać te ośrodki szkolenia, które takie pojazdy już posiadają.

Zanim naukom jazdy dano możliwość  wykorzystywania swoich samochodów jako pojazdów egzaminacyjnych, ci w pewien sposób zmuszeni byli do zabawy w łapanie króliczka z WORD-em: swoją flotę pojazdów musieli dostosowywać do tej, jaką posiada ośrodek egzaminowania. Bo kursanci chcą zdawać na identycznym pojeździe na jakim uczyli się jeździć. Wiadomo jednak, że cała zabawa polega nie na tym aby króliczka złapać, ale aby go gonić, więc co kilka lat nauki jazdy kupowały najnowsze modele aut. Jakie to były pojazdy?

„Ten typ tak ma”, czyli o pojazdach egzaminacyjnych

Opel Corsa II (to były czasy zaraz po upadku Konstantynopola do którego przyczyniły się FSO Polonezy) zapamiętany przez instruktorów jako niezwykle wytrzymały i wygodny pojazd szkoleniowy. Małe gabaryty, doskonała zwinność i wytrzymałość to jego główne atuty. Corsy w naukach jazdy wykręcały nawet ponad 300 tyś szczęśliwych, bezawaryjnych kilometrów, ale kto je dziś pamięta…

Renault Clio nie cieszyły się dobrą opinią. Słabe silniki, kiepskie wyniki spalania i… komfort pracy instruktora sprawiły, że samochód oceniany był bardzo negatywnie. Zły obraz dopełniają trzeszczące plastiki, wysokie koszty napraw (np cewek wysokiego napięcia, producent zdecydował się bowiem na zastosowanie oddzielnej cewki dla każdej ze świec zapłonowych). Ciekawostką konstrukcyjną jest sposób montowania reflektorów utrudniający do granic absurdu wymianę żarówek.

Grande Punto swoją służbę pełniło w wielu ośrodkach egzaminowania i ośrodkach szkolenia kierowców. Wbrew obiegowym  opiniom („to Fiat!”) samochód okazał się bardzo wytrzymały, wiele ośrodków szkolenia stawia je na pierwszym miejscu wytrzymałości i komfortu pracy. Statystykę psują jedynie nagminne częste awarie alternatora. Usprawiedliwieniem niech będzie fakt częstych awarii tego elementu w wielu modelach fiata. „Ten typ tak ma”.

Suzuki Swift jego era dobiega pomału końca, jeśli weźmiemy pod uwagę eksploatacje tych pojazdów w WORD-ach i szkołach nauki jazdy. Pojazd okazał się zaskakująco dobrze wykonany wewnątrz i nieźle wyposażony. Statystyki awaryjności psują-podobnie jak w przypadku Fiata GP – usterki alternatora, czy mało wytrzymałe (nawet jak na naukę jazdy) sprzęgła. Sprawę wadliwych alternatorów załatwiały… osłony silnika. Mało ważna z puntu widzenia szkół nauki jazdy informacja dotyczy wielkości bagażnika – jego gabaryty w zupełności wystarczały do pomieszczenia plafonu z eLką ;).

KIA Rio to nowy pomysł niektórych ośrodków egzaminowania. Pierwszy był Kraków i to jeszcze wybrali nietypowy model z silnikiem diesla o pojemności 1.1 ccm. Nie trzeba było długo czekać na pierwsze poważne awarie silnika związane z zapychającym się filtrem DPF na skutek jazdy miejskiej. W kilku szkołach jazdy zatarły się silniki już przy przebiegu 40 tys. km. Nie lepiej wypadają benzynowe silniki 1.2, gdzie powszechną usterką jest zerwanie cięgien linkowych w skrzyni biegów i najczęściej zostajesz na 2 biegu – na środku skrzyżowania. No ale,  7 lat …holowania gratis – pod warunkiem, że kupisz w salonie.
Obecnie producent zaprezentował najnowszą już 4 generację RIO i pomimo, że nie ma ich jeszcze we wszystkich salonach, a czas oczekiwania na zamówiony to nawet 6-9 miesięcy … już pojawiły się jako egzaminacyjne na północy Polski.

Suzuki Baleno okazał się tak doskonałym i wyjątkowym pojazdem, że niektóre WORD-y wybrały go na pojazd egzaminacyjny jeszcze zanim został wyprodukowany. Baleno wygrywało przetargi jeszcze zanim ruszyła jego produkcja! Taki stan rzeczy sprawił, że szkoły nauki jazdy nie mogły zamówić na czas nowych samochodów. Tylko po co mieliby je zamawiać, skoro samochód tak naprawdę niewiele różni się od swojego starszego brata -Swifta. Tylko jest gorszy. O wiele gorszy. Zalety – większy bagażnik, mieszczą się tam bowiem dwa plafony z eLką, co jest zupełnie bez sensu bo do szkolenia wystarczy w zupełności jeden.

Ciekawostką konstrukcyjną jest to, że producent nawiązuje przy tym modelu do płynnego metalu (czy jakoś tak). Do dziś nikt nie wie co to oznacza.

Wady? Wszystko to, co konstruktorzy mogli skiepścić w Swifcie ale bardzo podobało się księgowym koncernu. Popsuto nawet zestaw audio, który w poczciwym Swifcie brzmi o lata świetlne lepiej niż w Baleno.

Niewiele brakowało, a Suzuki utraciłoby kilku kierowców testowych. Plotka głosi, że na wieść o wybuchu afery związanej z manipulowaniem przy wynikach spalania chcieli oni popełnić rytualne sepuku. Odeszli jednak od tego zamiaru gdy dyrekcja przekonała ich i klientów koncernu, że „nie nie mieli zamiaru nikogo oszukiwać”.

Jeszcze kilka lat temu trudno wyobrazić sobie zdawanie egzaminu na pojeździe nauki jazdy, tak jak nie można było wyobrazić sobie testów na prawo jazdy online zamiast kultowej płytki CD.

Czy skorzystałbyś z możliwości zdawania egzaminu pojazdem nauki jazdy?

View Results

Loading ... Loading ...

Bądź niezależny od WORD-ów

Jeden z pojazdów… szkoleniowych nauki jazdy Auto-Holik z Lublina

Brak pojazdu zgodnego z pojazdem egzaminacyjnym to odpływ kursantów do innych szkół, a zakupienie najnowszego modelu samochodu -bo takie trafiają do WORD-to poważny wydatek, więc dlaczego by nie stworzyć własnego pojazdu egzaminacyjnego. Z takiego założenia wychodzi właściciel nauki jazdy Auto-Holik z Lublina myśląc o uzbrojeniu swoich pojazdów w rejestrator, zgodny z wymaganiami WORD-u. Takie działanie uniezależni naukę jazdy od zmiany floty pojazdów egzaminacyjnych w WORD Lublin, pomoże też skomponować lepszą ofertę dla swoich kursantów. Kursanci, którzy zdecydują się zdawać egzamin na prawo jazdy w tym roku, będą egzaminowani z wykorzystaniem samochodów Auto-Holika. W rozmowie z nami Rafał Michalczak, właściciel OSK przyznał:

„Do szkolenia przyszłych kierowców wykorzystuję między innymi Mercedesa SLK, czemu więc nie miałbym szkolić i egzaminować używając do tego własnego samochodu?”

Pojazdy egzaminacyjne? Mam własne!

pojazdy-egzaminacyjne-kraków

Podobnie sprawa ma się w Krakowie, gdzie jedna ze szkół już dawno postawiła na oryginalność i ma już kilka różnych samochodów które podstawia na egzaminy. Szefowa Auto-Akademii twierdzi, że woli inwestować w pojazdy lepiej wyposażone o lepszej widoczności oraz manewrowości niż wydawać pieniądze ślepo podążając za najtańszą ofertą jaką kierował się MORD w przetargu. Jak nam powiedziała Pani Ania Gruca z Krakowa..

Pewnego dnia stwierdziliśmy, że zapatrywanie się na MORD to droga donikąd.. przecież właściwie to nie wiadomo, czy WORD-y będą jeszcze istnieć za 2-3 lata, a nam te dziwne samochody z przetargów wtedy zostaną. My jako prywatna szkoła nie mamy dotacji, ani finansowania zewnętrznego, dlatego musimy szanować swoje pieniądze i Klientów. Mało tego ludzie wolą się uczyć na naszych samochodach, które są lepiej wyposażone, mają lepszą widoczność, a przy okazji Klient może nagrywać na pendrive każdą swoją jazdę.

Inny przykład z Polski to Szkoła Jazdy DB Damiana Badury z Gorzowa Wielkopolskiego. Tamtejsza szkoła również nie od dziś oferuje podstawianie własnego pojazdu na egzamin, a wcześniej naukę na tym samym pojeździe. Jak powiedział nam właściciel Jego ośrodek stawia na rozwój, a w tym przypadku kierować musi się opiniami Klientów oraz własnym, przemyślanym rachunkiem ekonomicznym.

podstawianie-auta-word

Kupowanie co 4 lata nowych pojazdów identycznych z tymi jakie posiadają WORD-y to wielka niepewna, tym bardziej, że WORD-y zaczynają wyrastać jak grzyby po deszczu i za chwilę w każdym miasteczku będzie inna filia z być może innym samochodem.

Samochody z przetargów są najczęściej słabo wyposażone, a WORD-y kierują się kryterium najniższej ceny co nie wróży niczego dobrego. Nie jest tajemnicą i każdy inteligentny człowiek od razu się zorientuje Kto na tym ma interes. Wybór nietypowego samochodu, którego model jest w produkcji od niedawna powoduje, że lokalny dealer odnotowuje korzyści nawet jeśli szkoły nie kupią auta u Niego. Dealer zarobi na serwisach i częściach zamiennych.

Ciekawostką jest to, że tylko w Polsce i na Litwie egzaminowanie wygląda w ten sposób, że to centralny ośrodek egzaminowania (w Polsce WORD-y, MORD-y, PORD-y ..itp.) ma własne pojazdy dla kategorii B. Nasz kraj wyróżnia się jeszcze kategoriami motocyklowymi, gdzie również ośrodki egzaminowania dysponują pojazdami i tu najczęściej już kupując je z „wolnej ręki” kiedy kwota nie przekracza 30 tysięcy euro. To w oczywisty sposób rodzi podejrzenia.

Własny pojazd to także pewne ryzyko. Większość potencjalnych klientów szuka szkół które posiadają dokładnie takie same pojazdy jakie ma na wyposażeniu dany WORD. Kursanta ciężko przekonać do szkolenia na czymś lepszym. Niestety ludzie idą „głównym nurtem” i zapominają, że często po zdanym egzaminie już nigdy nie zobaczą tego samochodu który miał ośrodek egzaminowania, bo to najczęściej marne samochody jakościowo. Zdecydowanie lepiej wybrać szkołę, która ma kilka różnych samochodów i nawet z ciekawości pouczyć się jazdy różnymi. To daje wprawę. Niestety rzadko kiedy klient OSK tak właśnie myśli, dlatego trzeba to zmieniać.

Problem jest jeszcze jeden, który towarzyszy obecnemu zamieszaniu z podstawianiem pojazdów na egzaminy. To negatywna postawa egzaminatorów i dyspozytorów w wielu województwach. Nie wszędzie jest mile widziany pojazd inny niż ten którym dysponuje WORD. Problemy zaczynają się wtedy przy oględzinach pojazdu, gdzie bardzo skrupulatnie oceniany jest każdy najdrobniejszy przycisk i żaróweczka. Niekiedy nawet mierzą taśmą mierniczą pojazd sprawdzając, czy aby na pewno ma 3,5 metra. Problemów nastręczają WORD-om szkoły które mają bogato wyposażone pojazdy np. w czujniki cofania, kamery 360, systemy asystujące w czasie jazdy których nie da się wyłączyć. Takich najlepiej byłoby nie przyjmować i tu zaczyna się szukanie dziury w całym jak np. „lokalne” wymogi co do rodzaju ubezpieczenia AC/NNW, czy pojemności karty pamięci, wyłączanych czujników itp.. historii, które nie mają żadnego uzasadnienia prawnego.

Zapytaliśmy także eksperta, czy fakt posiadania w pojeździe czujników cofania lub innego rodzaju pomagających asystentów może zaburzyć obiektywną ocenę umiejętności kandydata na kierowce? Zdaniem kierowcy rajdowego i wiceprezesa Polskiego Stowarzyszenia Instruktorów Techniki Jazdy Pana Jerzego Smagały

Wszelkie systemy asystujące, czy czujniki cofania same nie zaparkują. Paradoksalnie im jest więcej urządzeń emitujących dźwięk lub wyświetlających grafikę to kierowca tym bardziej musi mieć podzielną uwagę, żeby prawidłowo z nich skorzystać. Nie możemy popadać w skrajności, bo za chwilę idąc tym tokiem rozumowania – na egzaminy wróciłyby Fiaty 126p bez wspomagania i bez ABS-u. Chyba nie o to chodzi, żeby naciągać rzeczywistość postępującej technologii do starych przyzwyczajeń, ale raczej o to żeby dostosowywać przepisy do współczesnej rzeczywistości.

Strach się bać? Czy podstawiać swoje?

Naszym zdaniem to jeszcze kwestia czasu i WORD-y nie będą mieć swoich samochodów, o ile jeszcze same będą istnieć w dotychczasowej formie organizacyjnej. Szkoły natomiast skoro mogą, to powinny podstawiać pojazdy i kupować takie jakie same uważają za najlepsze do szkolenia kierowców. Mało tego kurs wtedy może być ciekawszy i droższy, bo Klient chętnie zapłaci za naukę na fajniejszym samochodzie. Dodatkowym zarobkiem jest podstawianie pojazdu na egzamin, gdzie przy okazji kursant może zyskać jeszcze dodatkowe jazdy tuż przed spotkaniem z egzaminatorem. Obecnie średni koszt podstawienia pojazdu szkoły na egzamin państwowy to cena 200-300 zł i w praktyce oznacza wyłączenie pojazdu na 3 godziny zegarowe wraz z instruktorem.

Normalnością jest wolność wyboru i tego też życzymy wszystkim właścicielom szkół w Polsce.

Grafiki: Auto Akademia / Auto-Holik.pl / Szkoła Jazdy DB / Pexels.com