Uwolnijcie e-kursy. Ministerstwo: nie ma takiej potrzeby WORD-y przecież i tak stoją

 

Posiadanie przez OSK projektora, oddzielnego biura, stanowisk komputerowych i 5-letniego samochodu to warunki konieczne do spełnienia, aby OS mógł przeprowadzić e-kurs. Na czas koronawirusa pomóc mogło ministerstwo infrastruktury łagodząc czasowo wymagania w tym zakresie. Ale tego nie zrobiło.

Oszaleliście? E-kursy są niebezpieczne!

Koronawirus mocno dał w kość szkołom nauki jazdy. Wstrzymanie egzaminowania spowodowało zatrzymanie szkoleń w OSK. Resort uznał, że pomoc OS-om jest niepotrzebna, bo i tak nie działają WORD-y. Ponadto ministerstwo słusznie zauważając, że przepisy zabraniają trzymania podczas jazdy telefonu, a nie tabletu twierdzi, że kierowcy zawodowi szkolenia okresowe odbywałby podczas prowadzenia swoich Scanii i DAF-ów. A to niebezpieczne.

Szkolenia w naukach jazdy stanęły zanim wprowadzono jakiekolwiek koronawirusowe obostrzenia. To odpowiedzialni właściciele OS-ów zdecydowali o wstrzymaniu działalności szkoleniowej w trosce o zdrowie swoich pracowników oraz klientów. Przedłużający się przestój ośrodków szkolenia spowodował, że część ich klientów decydowała się na rezygnację z kursu z jednoczesną prośbą o zwrot pieniędzy. 

Przez cały okres przestoju można było – do czego zachęcaliśmy od początku – zrealizować przynajmniej część zadań przewidzianych w ramach kursów na prawo jazdy. Ale nie tylko tych kursów, bo szkoleń okresowych też. 

Dałoby się. Ale pojawiło się kilka problemów. Właściwie jeden. Ministerstwo infrastruktury i jego akty prawne.

Przestój w szkoleniach można było częściowo złagodzić wysyłając na e-szkolenie na przykład tych kursantów, którzy na kurs już się zapisali, a nie rozpoczęli jeszcze szkolenia teoretycznego albo zrealizowali jedynie jego część. Niestety pojawiły się pewne problemy. Niektóre wydziały komunikacji nie wiedzą jednak jak rozgryźć art. 23. ustawy o kierujących pojazdami, a konkretnie art. 23. ust. 4a tejże ustawy. Efekt? Nie możecie tak szkolić. Bo nie.

Ustawa na haju

Problemem okazuje się też sam zapis ustawowy dotyczący e-kursów. Z nieznanych przyczyn (to znaczy tych przyczyn możemy się domyślać) e-kursy są dostępne jedynie dla tzw “super OSK”, które muszą mieć między innymi:

  1. projektor multimedialny,
  2. oddzielone biuro
  3. plac na wyłączność,
  4. pojazdy nie starsze niż 5 lat,
  5. ciepłą wodę osobno, zimną wodę osobno.

To ostatnie to już wymyśliłem. Ustawę na pewno znacie przynajmniej po łebkach.

Nie mogę sobie wyobrazić jaki związek z e-kursem ma 5-letni samochód, projektor multimedialny i plac na wyłączność. W zrozumieniu tej zależności nie pomogło mi nawet piwo. Po drugim jednak uznałem (bo to mocne piwo było), że doskonałym rozwiązaniem byłby nakaz przerabiania e-kursu stojąc na jednej nodze na przeciw wydekoltowanej panny Marysi z biura. No ale to nie to samo, co warunki określone w ukp i rozporządzeniu w sprawie szkolenia. Dlatego uważam, że oba te akty prawne napisano pod wpływem amfetaminy.

Co ciekawe funkcjonują w naszym kraju wydziały komunikacji tkwiące na stanowisku, że – uwaga – e-kursu nie da się fizycznie przeprowadzić.

Fundacja pisze do ministra

Problem OS-ów zauważyła Fundacja Zapobieganie Wypadkom Drogowym (sic!) prosząc resort infrastruktury o uwolnienie e-learningu tak, aby szkoły nauki jazdy miały szansę na przetrwanie epidemii mogąc realizować szkolenie tą drogą (tak jak robią to nauczyciele). To logiczne i bardzo rozsądne rozumowanie. 

Ministerstwo odpowiada

Ministerstwo potrzebowało miesiąca na odpowiedź. 

Co odpowiedziało? Chcąc zaoszczędzić wam grzecznościowych ministerialnych wypełniaczy streszczę to Wam w punktach:

  • kursanci mogą wybierać opcję kursu bez wykładów i niech to rozwiązanie nauki jazdy proponują swoim klientom (czyli w praktyce klepać bezrozumnie wykłady, bo najczęściej do tego sprowadza się nauka w domu),
  • i tak problemu nie przeskoczymy bo trzeba ogarnąć 4-godzinne szkolenie z pierwszej pomocy a RKO nie da się załatwić przez internet (przecież kursanci nie będą dmuchali w mikrofon),
  • nie działają WORDY, PORDY, ZORDY i MORDY a także OS-y, lekarze orzecznicy nie przyjmują, więc nie da rady załatwić nawet PKK (więc w czym problem?),
  • uwolnienie e-learningu spowoduje, że będzie on wykorzystywany przy szkoleniach okresowych, co z kolei spowoduje, że kierowcy będą wykonywali szkolenie jednocześnie prowadząc (nie żartuję). Ponadto takie szkolenie odbywające się poza kontrolą OS będzie fikcyjne. A teraz najlepsze – szkolenia, które można nazwać okresowymi z wykorzystaniem tabletów odbywają piloci np PLL LOT. I nikt przez to nie zginął (także nie żartuję),
  • taki uwolniony e-learning przyniesie więcej szkód niż pożytku (patrz pkt 1),
  • …a w ogóle to głupi i bezzasadny mieliście pomysł.

Tymczasem niektórzy dyrektorzy ośrodków ruchu drogowego wydali już rozkaz uruchomienia silników w pojazdach egzaminacyjnych. I dobrze. Niech to się wreszcie skończy.

Czytaj też